Naga dusza Smutnego Szatana – koncepcja sztuki Stanisława Przybyszewskiego

Schyłek XIX wieku to czas wielkich zmian w literaturze, sztuce, kulturze. Pozytywizm zaczął ustępować modernizmowi. Rozczarowani myślą pozytywistyczną ludzie przestali wierzyć w możliwość poprawy. Artyści zmęczeni rewolucją przemysłową zaczęli dostrzegać bezsens życia i marność egzystencji. Modernistyczna cyganeria zaczęła się rozwijać najpierw w Niemczech i Skandynawii. Polska natomiast musiała poczekać na swego wieszcza do roku 1898. Wtedy to bowiem do Krakowa przyjechał Stanisław Przybyszewski. Do zrozumienia koncepcji sztuki Przybyszewskiego, jego poglądów na literaturę i życie, trzeba najpierw zrozumieć kim on był, gdzie dorastał, co przeżył, zanim stał się tym słynnym Meteorem Młodej Polski 1.
Smutny Szatan2 rodzi się 7 maja 1868 roku we wsi Łojewo koło Inowrocławia, jako syn Józefa - nauczyciela i Doroty z Grąbczewskich i wychowuje jako późne dziecko niezamożnych rodziców, w zaborze pruskim - najbardziej uciskanej części Polski. Jego rodzina jest genetycznie obciążona chorobami psychicznymi, degeneracją, alkoholizmem.
Od małego uczony jest gorliwej wiary w Boga. To dziecięce zafascynowanie katolicyzmem i naukami Kościoła, w przyszłości odciśnie swe piętno na jego twórczości, będzie powodem rozdarcia wewnętrznego. Matka dba również o jego wychowanie muzyczne. Stachu od małego hipnotyzuje ludzi swymi interpretacjami Chopina. Czaruje ich również niezwykłą umiejętnością prowadzenia dialogów, wywodzenia wszystkich na manowce. W 1891 roku, po zdaniu matury, wyrusza na studia do Berlina. Po roku na wydziale architektury na berlińskiej politechnice, postanawia przenieść się na wymarzoną medycynę. Decyzję tę podejmuje m.in. za sprawą zafascynowania działami Nietzschego. Porywający styl niemieckiego filozofa, jawna krytyka filisterskiej obyczajowości, bunt przeciw chrześcijańskim wartościom - to wszystko przyczynia się do ideowej rewolucji w życiu Przybyszewskiego, do skrystalizowania jego systemu wartości i poglądów. Tak tłumaczy swój wybór w liście do swojej przyjaciółki Pauliny Pajzderskiej:

Nie jestem na architekta stworzony - nienawidzę pałaców i kościołów, jako siedliska wszelkich zbrodni współczesnych - byłoby zbyt tragicznym, gdybym je sam miał budować!... Na duchowe cierpienia lekarzy nie ma - ale są na nędzę, na bóle fizyczne. Chciałbym być lekarzem - doktorem obłąkanych3.

W tym czasie Stachu4 bardzo interesuje się sztuką, dużo czyta. Powoli rodzi się w nim słynna koncepcja sztuki i filozoficzne poglądy, które będą mieć olbrzymi wpływ nie tylko na twórców polskich, ale również na artystów cyganerii berlińsko-skandynawskiej. Zaczyna dojrzewać w nim kapłan sztuki. Poznaje berlińsko-skandynawską bohemę, którą tworzyli tacy artyści jak: niemiecki poeta Richard Dehml, szwedzki dramatopisarz August Strindberg czy norweski malarz Edward Munch. Przybyszewski szybko staje się dla nich genialnym Polakiem, kimś o niezwykle fascynującej osobowości, ciekawych poglądach i magnetyzującym sposobie opowiadania.
W 1893 roku Stachu za pośrednictwem Richarda Dehmla poznaje Norweżkę Dagny Juel. Młoda panna szybko zostaje jego żoną i muzą. Poeta ma za sobą głośne i dobrze przyjęte debiuty literackie. Jego filozofia i poglądy na sztukę są już mocno skrystalizowane. We wrześniu 1898 roku, poprzedzony swą sławą na arenie europejskiej, przyjeżdża do Krakowa, gdzie długo wyczekiwali go młodzi artyści. Szybko znajduje wśród nich autorytet i uwielbienie. Miesiąc po przyjeździe obejmuje redakcję krakowskiego „Życia”, by w 1899 roku na jego łamach opublikować dwa głośne artykuły – manifesty programowe: Confiteor i O „nową” sztukę. Ogłoszenie pierwszego z nich – swoistego wyznania wiary5 miało zapoczątkować zmiany w polskiej świadomości, pomóc narodzić się Młodej Polsce.
Przybyszewski rewolucyjnie ogłasza, iż artysta jest kapłanem sztuki. Wyzwala go od służenia społeczeństwu, przestrzegania norm społecznych i dobrych obyczajów. To właśnie wtedy rodzi się polska sztuka dla sztuki (z fr. l'art pour l'art):

Hasło, które sformułował T.Gautier, poeta francuski w XIX wieku, wyrażające dążność do stworzenia poezji czystej, tj. uwolnionej od służenia wszelkim celom pozaartystycznym, np. społecznym; charakterystyczne dla kierunków formalistycznych, a w Polsce podjęte przez modernistów6.

Smutny Szatan uwalnia sztukę od tematów narodowo-wyzwoleńczych, od fałszywej moralności i podziałów na dobro i zło. W świadomości polskiej zaczyna pojawiać się obrazoburcza wizja świata i pogarda dla obłudnej kołtunerii.
Koncepcja sztuki Przybyszewskiego to przede wszystkim proste, lecz rewolucyjne stwierdzenie, że sztuka jest religią, a artysta jej kapłanem.

(...) sztuka jest odtworzeniem tego, co jest wiecznym, niezależnym od wszelkich zmian lub przypadkowości, niezawisłym ani od czasu, ani od przestrzeni, a więc: odtworzeniem istotności, tj. duszy. I to duszy, czy się we wszechświecie, czy w ludzkości, czy w pojedynczym indywiduum przejawia. Sztuka zatem jest odtworzeniem życia duszy we wszystkich jej przejawach, niezależnie od tego, czy są dobre lub złe, brzydkie lub piękne7.

Sztuka jest zatem uwiecznieniem duszy – nagiej duszy – bez wszelkich ograniczeń moralnych, bez oceniania i dzielenia na dobro i zło. Sztuka prawdziwa, to zarówno piękno i miłość, ale również śmierć, zbrodnie, degeneracja i brzydota. Tylko za sprawą sztuki można dosięgnąć wieczności i absolutu. Ona sama jest absolutem i wiecznością. Uwalniając ją od wszelkich praw i moralności, Przybyszewski zostawia sobie furtkę do wprowadzania w swoje utwory bohaterów zdegenerowanych, szarpanych namiętnościami, nie liczących się z normami społecznymi i moralnymi. A dlaczego? Bo dusza najbardziej objawia się w skrajnych stanach. Czy to w stanach upojenia alkoholowego, erotyzmie, czy też chorobie psychicznej.

Artysta odtwarza zatem życie duszy we wszystkich przejawach; nic go nie obchodzą ani prawa społeczne, ani etyczne, nie zna przypadkowych odgraniczeni nazw i formułek, żadnych z tych koryt, odnóg i łożysk, w jakie społeczeństwo olbrzymi strumień duszy wepchnęło i go osłabiło. Artysta zna tylko — powtarzam — potęgę, z jaką dusza na zewnątrz wybucha8.

Przybyszewskiego fascynują te wybuchy duszy manifestujące się często w ludzkich tragediach. Uwielbia ludzi cierpiących, umierających. Tadeusz Boy-Żeleński wspomina sytuację, w której Stachu zaprosił do siebie suchotnika w cichej nadziei, że on nie przeżyje. Upajał się opowiadaniem, że w jego domu ktoś umrze. Jakież było jego rozczarowanie, gdy chory odzyskał zdrowie9! Smutny Szatan dba również o to, by i jego dusza "wybuchała na zewnątrz". Lista sposobów na to jest długa: alkoholizm, narkomania, żądze, namiętności, zdrady, notoryczne kłamstwa. Chętnie również otacza się artystami bez talentu, wie bowiem, że ich tragedia i cierpienie się szczere, lubi czuć ich nieszczęście. Jest on Smutnym Szatanem, którego bezkrytycznie uwielbiają młodzi - słynne Dzieci Szatana. Utwierdzając go w przekonaniu, że sztuka może być religią, a artysta jej kapłanem – on był wręcz Prorokiem.
Przybyszewski nie oddziela sztuki od życia. Sztuka, jako odkrywanie "wszechduszy" jest częścią życia, a życie częścią jej.

(...) ten głęboko dobry człowiek był straszliwym niszczycielem. Musiał żyć tragedią, musiał mieć ją na co dzień i od święta, jak teatr. (...) Przybyszewski wypełnił jedną rolę. Obudził poczucie tragizmu życia, sztuki. (...) ten książę ciemności był pierwszym, który pochylał się nad wszystkimi przepaściami życia, nad otchłanią nieszczęścia i zbrodni, nie jako pisarz, ale wręcz jako człowiek, który każde słowo płacił krwią swoją i - cudzą. I to jest arcyważne do zrozumienia wpływu Przybyszewskiego10.

Do zrozumienia koncepcji sztuki Przybyszewskiego, należy zrozumieć, czym jest naga dusza. Według Stacha bowiem, najważniejszym celem sztuki, jest odkrywanie duszy jako absolutu. Człowiek składa się z dwóch antagonistycznych pierwiastków: wyższego, czyli potężnej, wszechmocnej i wszechpotężnej duszy, oraz z niższego - mózgu, który krępuje ten absolut11.
Człowiek w swej istocie jest niedoskonały, bo próbuje wszystko tłumaczyć za pomocą przyczyn i skutków, uważa, że świat dzieli się na wewnętrzny – świadome Ja i zewnętrzny – rzeczywistość, na którą nie ma wpływu. Smutny Szatan krytykuje twórców wyznających taką koncepcję, a ich sztukę uważa za realną, bezwartościową. Każdy, kto próbuje wykorzystać sztukę do nauczania, moralizowania, niegodny jest nazywać siebie artystą.

Działać na społeczeństwo pouczająco albo moralnie, rozbudzać w nim patriotyzm lub społeczne instynkta za pomocą sztuki, znaczy poniżać ją, spychać z wyżyn absolutu do nędznej przypadkowości życia, a artysta, który to robi, niegodny jest miana artysty12.

Prawdziwa sztuka odkrywa to, co jest prawdą, czyli duszę we wszystkich jej przejawach. Stąd w utworach Przybyszewskiego mnogość motywów erotycznych - zdrad, kazirodztwa, pożądania. Erotyzm jest bowiem potężną, pierwotną siłą, która determinuje życie ludzkie. Jest on częścią tej nieuświadomionej, uciśnionej przez świadome Ja, mózg i zmysły transcendentalnej duszy, której odkrywanie jest jedynym i najważniejszym celem sztuki. Stąd też tylu bohaterów, którzy w patologicznych stanach uświadamiają sobie niedostępne dla innych części duszy. Tylko wyzwalając się ze świadomości (w narkotycznych wizjach, pijaństwie, uleganiu potężnej sile chuci) można zbliżyć się do absolutu i tworzyć prawdziwą sztukę. Do zaobserwowania "wybuchającej na zewnątrz duszy" Przybyszewski przeprowadza głębokie analizy psychologiczne stanów psychicznych swoich bohaterów. Doprowadza to nie tylko, do pogłębienia psychologizmu w literaturze, ale również, co jest warte podkreślenia, jako pierwszy przyznaje podświadomości ludzkiej tak wielkie znacznie (jeszcze przed Freudem)13. Co prawda większość czytelników zarzuca mu, że jest zbyt jednostronny, utwory są monotonne i przeładowane erotomanią. Jednak ma to swój ukryty cel. W jego utworach akcja jest na drugim planie. Najważniejsze jest to, co rodzi się podczas czytania w odbiorcy. Stachu nie pisze wprost o emocjach przeżywanych przez bohaterów. Trzeba dotrzeć do nich samemu. Czytając długi opisy stanów psychicznych mają się dopiero narodzić te emocje. Dzięki temu czytelnik, który zrozumie utwór, może zbliżyć się do absolutu. Może poznać tą ukrytą cześć swojej duszy, do której za pomocą rozumu nie dotrze.
Artysta może zbliżyć się do poznania duszy, bo jego korzenie w tkwią z narodzie. Naród zaś, jest częścią wieczności. Dla artysty nieważna jest polityka, przemiany, ustrój, dla niego liczy się tylko to, co łączy cały naród, co sprawia, że jest on odrębny od innych. Ważna jest metafizyczna dusza narodu, która go spaja i nadaje mu tożsamość.

Naród to cząstka wieczności i w nim tkwią korzenie artysty, z niego, z ziemi rodzinnej ciągnie artysta najżywotniejszą swą siłę. W narodzie tkwi artysta, ale nie w jego polityce, nie w jego zewnętrznych przemianach, tylko w tym, co jest w narodzie wiecznym: jego odrębności od wszystkich innych narodów, rzeczy niezmiennej i odwiecznej: rasie14.

Z koncepcji sztuki Przybyszewskiego wyłania się niesamowity obraz. Sztuka jest wiecznością, absolutem, duszą, którą mogą odkryć tylko nieliczni. Jest ona metafizycznym mostem do jądra wszechrzeczy, łączy ze sobą wszystkie zmysły i tworzy nowe połączenia. Potrafi dotrzeć tam, gdzie głos smakuje, wzrok słyszy, a dotyk widzi. Artysta jest pośrednikiem, który za pomocą swojej podświadomości i dzięki wyrzeczeniu się rozumu, może odkryć potężną tajemnicę bytu - absolut i duszę.


Przypisy:
1) Przybyszewski nazywał siebie patetycznie meteorem, którego droga jest miliony razy dłuższa niż gwiazd. Meteor pojawia się, jest postrachem dla ludzi i znika, po drodze niszcząc światy i wzbogacając się nimi. Metafora ta miała na celu ukazanie jego wielkiej roli w życiu i sztuce oraz jego wyższości nad ludźmi. 26 IX 1931 roku jego ciało zostało przeniesione do grobu na cmentarzu parafialnym w Górze koło Inowrocławia. Na tablicy nagrobkowej został upamiętniony określeniem Meteor Młodej Polski. (por. Wilhelmi, J., Wstęp, [w:] Przybyszewski, S., Moi współcześni, Czytelnik, Warszawa 1959, s. 6.)
2) Określenia Smutny Szatan używał m.in. Tadeusz Boy-Żeleński (por. Żeleński, T., Smutny szatan, [w:] tenże, Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985.) Określenie to zostało ogólnie uznane w literaturze dotyczącej Przybyszewskiego.
3) Helsztyński, S., Przybyszewski, za: Przybyszewski, S., Listy, tom I, poz. 37, s. 52.
4) Cyganeria w Berlinie, która znała i ceniła Przybyszewskiego jako człowieka i artystę, miała trudności z wymówieniem dziwnie brzmiącego, polskiego nazwiska Przybyszewski. Dlatego też zastępowali je różnymi określeniami, m.in. Stachu, genialny Polak.
5) confiteor z łac. – wyznaję.
6) Sierotwiński, S., Słownik terminów literackich, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław 1986.
7) Przybyszewski, S., Confiteor, [w:] tenże, Confiteor. Synagoga szatana, Spółdzielnia wydawnicza ANAGRAM, Warszawa 1999/2000, s. 19.
8) Tamże, s. 20.
9) Żeleński, T., „Znaszli ten kraj?...”, [w:] tenże, Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, s. 80-81.
10) Żeleński, T., Smutny szatan, [w:] tenże, Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, s. 64-65.
11) Taborski, R., Wstęp, [w:] Przybyszewski, S., Wybór pism, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1966, s. 20.
12) Przybyszewski, S., dz. cyt., s. 21-22.
13) Taborski, R., Wstęp, [w:] Przybyszewski, S., Wybór pism, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1966, s. 20-22.
14) Przybyszewski, S., dz. cyt., s. 24.


Bibliografia podmiotu:
1. Przybyszewski, S., Confiteor, [w:] tenże, Confiteor. Synagoga szatana, Spółdzielnia wydawnicza ANAGRAM, Warszawa 1999/2000.

Bibliografia przedmiotu:
1. Helsztyński, S., Przybyszewski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1966.
2. Sierotwiński, S., Słownik terminów literackich, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław 1986.
3. Taborski, R., Wstęp, [w:] Przybyszewski, S., Wybór pism, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1966.
4. Wilhelmi, J., Wstęp, [w:] Przybyszewski, S., Moi współcześni, Czytelnik, Warszawa 1959.
5. Żeleński, T, Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985.

 

© Autor: Katarzyna Hofbauer